1.10.12

Czy przyszłość banków leży w smartfonach?


Jak przekonać miliony Polaków do założenia konta w banku? – nad takim pytaniem łamią sobie głowy eksperci zajmujący się bankowością w naszym kraju. Pod względem ubankowienia zajmujemy jedno z najbardziej odległych miejsc w Europie.

Niewątpliwie duża część potencjalnych klientów banków to ludzie starsi. Dla tych idealną ofertę przygotował Bank Pocztowy – bank, a raczej poczta blisko miejsca zamieszkania, możliwość płacenia rachunków w okienku, pobierania pieniędzy w okienku lub zamówienie ich do domu, z możliwością dostarczenia przez listonosza. Starszy klient nie przywiązuje wagi do bankowości internetowej, karty płatniczej z możliwością wypłacania pieniędzy z bankomatów w kraju i na świecie – czyli do rzeczy, z których i tak korzystać nie będzie, nawet jeśli konto założy.

Jednak kluczem do sukcesu – czyli przetrwania – banków na rynku nie są wcale klienci konserwatywni, tylko nowocześni. I tylko przygotowanie oferty nowoczesnej, wybiegającej daleko poza obecny standard jest w stanie takich klientów przyciągnąć. Właśnie do takich wniosków można dojść, czytając wpis na blogu Macieja Samcika, który powołuje się na raport firmy konsultingowej AT Kearney „Bankowość detaliczna jutra”. Autorzy raportu przekonują, że banki, które na czas nie zadbają o to, by ich klientami były przede wszystkim osoby nowoczesne, korzystające z internetu, smartfonów i tabletów – prędzej czy później znikną z rynku. Prędzej czy później – ale stanie się to w ciągu następnej dekady. Dlaczego? Eksperci oceniają, że postęp technologiczny w społeczeństwie, również wśród klientów banków, będzie postępował szybciej niż starzenie się społeczeństwa. Mówiąc wprost: banki, adresujące ofertę do ludzi starszych dziś, nie mają co liczyć na to że obecni 50-latkowie będą za 10 lat takimi samymi zachowawczymi klientami jak obecni 60-latkowie. Oni z pewnością będą korzystać z internetu, prawdopodobnie – o ile się tego nauczą – również z bankowości mobilnej, a także tych form bankowości detalicznej, które w tej chwili są dopiero w fazie intelektualnej spekulacji (czyli tzw. bankowości facebookowej). I przekonania ekspertów nie zmieniają nawet fakty, łącznie z tym że w Polsce z bankowości internetowej korzysta – choćby od czasu do czasu – niewiele ponad połowa osób, które mają konta z dostępem przez Internet. Znikome zainteresowanie nowocześniejszą od internetowej bankowością mobilną eksperci tłumaczą zaś tym, że tylko co piąty klient banku ma smartfona.

Banki, zdaniem AT Kearney, powinny myśleć o strategicznych aliansach z wielkimi firmami internetowymi, które są w stanie dostarczyć im wiedzy o potrzebach i preferencjach klientów. Nieocenionym partnerem są też firmy telekomunikacyjne. twierdzi, że konieczność wchodzenia w alianse strategiczne z wielkimi firmami internetowymi, jak Facebook, Google, Amazon (mają one ogromną wiedzę o potrzebach i preferencjach zakupowych klientów) oraz z firmami telekomunikacyjnymi.

Zmianie musi ulec również strategia nasycania rynku placówkami bankowymi, które wcale nie muszą odejść do lamusa. Banki, które chcą przetrwać, powinny zapomnieć o ekspansji wyłącznie w wielkich miastach. Potrzebne są niewielkie oddziały rozmieszczone w miarę równomiernie w całym kraju, w myśl zasady, że podaż również nakręca popyt.

30.8.12

Czy wierzyć w lokaty 12% w skali roku?

Niektóre instytucje pozabankowe oferują klientom lokaty, czy też raczej – paralokaty – z oprocentowaniem dwa razy wyższym, niż najlepsze depozyty bankowe. Czy można w nich nie tylko korzystnie, ale również bezpiecznie lokować oszczędności? 

Jedną z takich firm jest Finroyal, która oferuje „kontrakty lokacyjne” od ponad 8 do nawet 15 proc. w skali roku (jeśli ktoś zdeponuje pieniądze na 5 lat). Korzystając z ZYSKownego kalkulatora na stronie firmy można np. wyliczyć, że wkładając 10 tys. złotych na 3 lata, otrzymamy 3,9 tys. złotych zysku. Takiego zysku – 13 proc. w skali roku – nie wypracuje żadna lokata.  Ale…

Problem w tym, że pozabankowe instytucje nie eksponują faktu iż ich działalność nie jest objęta Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, skupiając się raczej na wyjaśnieniu, w jaki sposób są w stanie wypracować gwarantowane (przez siebie) zyski. Klient zaś, zwłaszcza ten który ostrożnie podchodzi do różnych form inwestowania, przywiązując dużą wagę do bezpieczeństwa swoich oszczędności, powinien być świadomy różnic między lokatą bankową, a „kontraktem lokacyjnym”, który jest w świetle prawa formą prywatnej pożyczki.

Oczywiście – nikt nie może zabronić klientom takiej formy pomnażania swoich pieniędzy, chodzi jednak o to, by byli oni świadomi konsekwencji swoich wyborów. Na razie jednak firmy nie mają obowiązku informowania swoich potencjalnych klientów że ich „lokata” to nie lokata bankowa, warto więc na własną rękę sprawdzać prawdopodobieństwo, że gdy zechcemy rozwiązać kontrakt lokacyjny, lub każdą inną formę paralokaty, otrzymamy zarówno zainwestowany kapitał, jak i wypracowany, zgodnie z obietnicą, zysk.

Nie należy przy tym ograniczyć się do przyjmowania w dobrej wierze informacji, które firma sama udostępnia. Wyróżnienia i dyplomy, którymi szczycą się niektóre firmy, często nie są przyznawane przez obiektywne gremia, ale kupowane za określoną stawkę w innych firmach „certyfikujących”. Zaś zagranicznie brzmiące nazwy spółek i budzące szacunek adresy warto zweryfikować, choćby korzystając z wyszukiwarek internetowych.

27.7.12

Ubezpieczenie karty w mBanku już nie chroni przed skimmingiem

Nie od dziś wiadomo, że jednym z najbardziej realnych zagrożeń dla posiadaczy kont i kart bankowych jest skimming, czyli skopiowanie pasków magnetycznych kart w celach przestępczych.

Ofiarą tego procederu może paść dosłownie każdy, nawet najbardziej uważny użytkownik karty. Jeśli przestępcom oprócz sklonowania paska z danymi uda się pozyskać PIN ofiary, może się on pożegnać ze swoimi pieniędzmi na koncie.

Przed skimmingiem trudno się bronić, choć jeszcze do niedawna – okazuje się teoretycznie – klienci, którzy wykupili w mBanku ubezpieczenie karty, czuli się bezpiecznie. Teraz muszą przestać, bo bank zmienił regulamin i czarno na białym wpisał do nowych postanowień, że ubezpieczenie nie chroni przed utratą środków na skutek skimmingu.

Można oczywiście uspokajać się, że w tej chwili niemal wszystkie karty są wyposażone nie tylko w paski, ale też w czipy. Dzięki temu karty ukradzione Kowalskiemu stają się dla złodziei bezużyteczne, bo nie są w stanie z nich skorzystać ani w bankomatach, ani w terminalach płatniczych. To prawda, ale ta prawda kończy się na granicach Polski. Bo po sąsiedzku, np. na Ukrainie, ale też w innych krajach Europy Wschodniej, bankomaty odczytują dane z pasków magnetycznych, nie z chipów. Dlatego też większość grup przestępczych – choćby tych ujawnionych przez policję – pochodzi z Bałkanów.

Można zadać sobie pytanie, od jakich zdarzeń tak naprawdę chroni ubezpieczenie, skoro nie chroni od najbardziej prawdopodobnego scenariusza?

mBank zapewnia jednak, że wszystkie zgłoszone przypadki skimmingu rozpatruje indywidualnie, i kwestie zwrotu pieniędzy – po analizie przebiegu operacji i ustaleniu stanu faktycznego – podejmuje po rozpoznaniu każdej sprawy osobno.

28.6.12

BPH - ryczałt lepszy niż „konto za zero”?

Choć duża część klientów szuka najtańszego konta, wierząc że w życiu (czyli w banku) można mieć coś „za zero”, banki nie rezygnują z wprowadzania do oferty kont, za które płaci się co miesiąc ryczałt. W ostatnich miesiącach płatne konta dość mocno reklamuje BPH.

Konto Kapitalne i Konto Maksymalne istnieją na rynku już od pewnego czasu. Za pierwsze trzeba płacić miesięcznie 9,99 zł, za drugie – 14,99 zł. Warto podkreślić, że bank wprowadził konta niemal dokładnie w tym czasie, gdy konkurencja stawiała na konta nie tylko bezpłatne, ale – zarabiające, nawet kilkanaście złotych miesięcznie.

Jaka jest szansa, że klienci dostrzegą walory płatnych kont? Całkiem duża, biorąc pod uwagę, że w konkurencyjnych bankach za darmowe (w zapowiedziach) konta trzeba płacić w rzeczywistości coraz więcej, bo lista bezpłatnych usług w ramach konta kurczy się dosłownie z miesiąca na miesiąc: darmowy pozostaje ROR, ale za korzystanie z karty trzeba płacić, albo jej bardzo aktywnie używać, korzystanie ze wszystkich bankomatów w kraju rzadziej oferowane jest gratis, coraz częściej – jako opcja, po opłaceniu ryczałtu. W BPH za 9,99 zł dostaniemy: konto, kartę, przelewy, zlecenia stałe i polecenia zapłaty oraz assistance. Przy koncie płatnym miesięcznie 14,99 zł bank oferuje dodatkowo wszystkie bankomaty gratis, ubezpieczenie w podróży i kartę typu gold.

Bank BPH nie nastawia się na klienta masowego, więc na pewno nie będzie kusił osób, dla których darmowość konta jest głównym kryterium wyboru banku (czasem wręcz jedynym). Bank w swojej strategii pozycjonuje się na klienta z dochodami powyżej średniej krajowej. Osoby takie są w stanie zaakceptować stałą opłatę za stały, szeroki wachlarz usług bankowych. Przekaz marketingowy zaciemnia nieco akcja, zgodnie z którą również klienci BPH mają szansę otrzymać 300 złotych prezentu rocznie. Taką premię mogą dostać klienci, na których konto przez 3 miesiące z rzędu wpływy wyniosą 7,5 tys, zł (co miesiąc). Przy mniejszych wpływach premia będzie mniejsza. Inny warunek – w każdym miesiącu trzeba kilka razy zapłacić za zakupy lub usługi kartą do konta.

Czy kampania BPH ma szansę dotrzeć do klientów?

Reklamy są oparte na przekazach tekstowych – dość sztampowych i oczywistych. Bank odszedł od angażowania do reklam celebrytów, czy była to decyzja słuszna i opłacalna – musi pokazać czas.

1.6.12

Samodzielne oszczędzanie na emeryturę czas zacząć

Emerytury z powszechnego systemu nie zapewnią nam godziwego poziomu życia – ta dość oczywista prawda z trudem, ale dociera do coraz większej grupy osób. Zapowiedzi rządu, że już obecni 37-38 latkowie będą musieli pracować do 67. roku życia, by uzyskać prawo do emerytury sprawiają, że coraz częściej zastanawiamy się nad możliwościami dodatkowego oszczędzania na daleką, emerytalną przyszłość.

Do takiego oszczędzania od lat namawiają nas różne instytucje finansowe. Towarzystwa ubezpieczeniowe oferują programy emerytalne, łączące funkcje polisy na życie z programem inwestycyjnym. Możemy zakładać Indywidualne Konta Emerytalne. Możemy przystępować do planów emerytalnych w bankach.

Zgromadzenie pół miliona złotych, które sprawi że będziemy mieć na emeryturze dodatkowy zastrzyk gotówki, leży w zasięgu możliwości dużej części z nas. Im wcześniej zaczniemy oszczędzać, tym lepiej. Jeśli rozpoczniemy oszczędzanie – i inwestowanie – z myślą o emeryturze w wieku 35 lat, wystarczy kwota 450 złotych miesięcznie, by po 25 latach dysponować sumą pół miliona złotych (uwzględniającą zarówno zyski z oszczędności i inwestycji, jak inflację). Bardziej zachowawcze osoby, które wierzą wyłącznie w bankowe lokaty, żeby osiągnąć ten sam cel – czyli zebrać kwotę pół miliona złotych – muszą oszczędzać niemal dwa razy więcej, czyli po 800 złotych miesięcznie.

Pół miliona złotych zebrane do 60 roku życia pozwoliłoby np. zwolnić tempo pracy, i łączyć mniej intratne zajęcia zarobkowe z uzyskiwaniem dochodu z kapitału odpowiadającego kwocie 2 tysięcy złotych. A po uzyskaniu praw emerytalnych co miesiąc otrzymywać jeszcze 500 złotych dodatkowych pieniędzy. Ktoś, kto ocenia że nie są to duże pieniądze, musi nastawić się na bardziej intensywne oszczędzanie. Jeśli zgromadzić bardzo duży kapitał, musimy też co miesiąc odkładać relatywnie wyższą „składkę”. Odkładać regularnie, bo to podstawowy warunek sukcesu.

W  przypadku długoterminowych programów oszczędnościowych nie warto wszystkich pieniędzy trzymać na bezpiecznych, ale mało rentownych lokatach bankowych czy np. kupować wyłącznie obligacje.

Zainwestowanie części (nie więcej jednak niż 40 proc.) pieniędzy w bardziej ryzykowne instrumenty – np. jednostki funduszy akcji powinno przynieść większą stopę zwrotu w tak długim horyzoncie czasowym. Taka strategia pozwala zmniejszyć w znaczący sposób wysokość comiesięcznej składki przy osiągnięciu takiego samego celu.

1.5.12

Płatnicze karty zbliżeniowe - kiedy nastąpi rewolucja?

Pod koniec 2011 roku w portfelach rodaków było niemal 9 mln płatniczych kart zbliżeniowych. Czy – a raczej kiedy – banki odważą się na kolejną rewolucję i wprowadzą płatności telefonami komórkowymi?

Tempo przyrostu kart zbliżeniowych wynosi około 20 procent (porównując kwartał do kwartału). Dziewięć na dziesięć kart, służących do płatności bezdotykowych to karty debetowe. Około 776 tysięcy kart to karty kredytowe. Banki wydały też kilkadziesiąt tysięcy gadżetów (zegarków, breloków, naklejek), którymi również można płacić bezdotykowo. Analitycy zwracają uwagę, że tempo przyrostu zbliżeniówek jest wysokie, ale mniejsze niż można było prognozować z poprzednich danych: spodziewano się, że liczba kart zbliżeniowych może przekroczyć 10 mln. Tak się jednak nie stało, a jedną z przyczyn wyhamowania tempa przyrostu kart jest słabsza niż wskazywały poprzednie kwartały aktywność na tym polu PKO BP.

Kartą bezstykową można płacić za transakcję nie przekraczającą 50 zł. Wystarczy przybliżyć kartę do terminala, bez konieczności przekazywania jej sprzedawcy, nie trzeba też wpisywać PIN (wpisujemy go, gdy kwota przekracza 50 zł). W przypadku transakcji przekraczających kwotę 50 złotych użytkownicy kart VISA (karty payWave) muszą umieścić kartę w terminalu. Ci, którzy posiadają karty z logo MasterCard (karty PayPass) nie muszą tego robić (choć PIN wpisać muszą). Dlatego banki, które wydają karty tego drugiego rodzaju, mogą wydawać je w formie gadżetów. Breloki, naklejki czy zegarki mają w ofercie Alior Bank, BZ WBK, mBank, Polbank i ING Bank.

W niedalekiej przyszłości rolę bezstykowych kart płatniczych mogą przejąć telefony komórkowe. BZ WBK i Inteligo mają już za sobą takie pilotaże, w tej chwili pilotaż płatności prowadzą mBank, Multibank i ING Bank Śląski. Banki nie kryją zainteresowania technologią NFC (ang. Near Field Communication). To daje nadzieję, że ten rodzaj płatności stanie się powszechnie dostępne dla klientów.

Nie stanie się to jednak z dnia na dzień, bo na przeszkodzie stają kwestie techniczne: choćby lista modeli telefonów, które spełniają kryteria stawiane przez organizacje płatnicze, która jest bardzo krótka.

 Wdrożenie tego rodzaju płatności mobilnych wymaga dobrej współpracy banku, organizacji płatniczej, operatora telefonii komórkowej i producentów telefonu. W Polsce tematem tym zajmuje się grupa robocza (stworzona przez MasterCard, banki i operatorów). Visa w ostatnim czasie przekazała informację o wydaniu certyfikatów kolejnym smartfonom. Eksperci spodziewają się, że w połowie 2012 roku możliwe jest uruchomienie pierwszych programów płatności telefonami komórkowymi na szerszą skalę.

23.3.12

Koniec lokat na 7 proc. rocznie ?

Klienci muszą się przyzwyczaić do tego, że zyski z lokat będą przynosić mniejsze, bo opodatkowane, zyski. Pod koniec marca wszystkie lokaty tracą swój antybelkowy status. Banki zmieniają już dziś ofertę depozytową. Podnoszą stawki tradycyjnych lokat, ale nie ma co oczekiwać, że zyski z nich będą takie same jak pod rządami „anybelek”.

Na początku marca 2012 roku przeciętne oprocentowanie lokat kwartalnych, półrocznych i rocznych wróciło do poziomu z lata 2011 roku. Średnie oprocentowanie kwartalnych depozytów wynosi 4,44 proc. brutto w skali roku, półrocnych – 4,96 proc., a rocznych 5,12 proc. Lokaty dwuletnie są oprocentowane 4,57 proc. brutto – jest to najniższy poziom od maja 2010 roku.

Nie wszystkie banki obniżyły oprocentowanie: na podwyżkę oprocentowania lokat postawiły Alior Bank, Credit Agricole, Get Bank i Raiffeisen Bank. BOŚ i Kredyt Bank podwyższyły oprocentowanie polisolokat. W innych bankach zdarza się, że oprocentowanie maleje tylko w niektórych produktach. BPH i PKO BP wycofały z oferty polisolokaty. A mBank i Multibank przestały je oferować w wersji dwuletniej – zostawiając roczne i półroczne.


Które banki płacą najwięcej za depozyty? 

W przypadku lokaty na 5 tys. zł największe oprocentowanie lokat dają Eurobank, PKO BP i BGŻ Optima – powyżej 5 proc. brutto. Za lokatę kwartalną aż 8,5 proc. da Meritum Bank. Ale tylko do 5 tys. złotych, i to wyłącznie klientom, którzy założą w banku rachunek osobisty. Innym rozwiązaniem dla szukających korzystnych lokat krótkoterminowych jest 4-miesięczna lokata w Banku BGŻ Optima: 6,3 proc. z możliwością wcześniejszego zerwania bez utraty naliczonych odsetek.

Wśród lokat półrocznych wygrywają polisolokaty oferowane przez DnB Nord i BOŚ (oprocentowane 6,51 i 6,3 proc. brutto, przy zwolnieniu z podatku od zysków kapitałowych, więc netto oprocentowanie jest oczywiście niższe).

Najwyższe oprocentowanie lokat na 12 miesięcy oferuje Deutsche Bank – polisa lokacyjna ma oprocentowanie 6,5 proc. brutto.

Z ofertami banków coraz śmielej mogą konkurować obligacje skarbowe. Dziesięcioletnie obligacje w pierwszym roku są oprocentowane na 6,5 proc., zaś w kolejnych latach oprocentowanie będzie ustalone w oparciu o poziom inflacji i 2,75 proc. marży. W przypadku obligacji czteroletnich oprocentowanie wynosi w pierwszym roku 5,5 proc., zaś w kolejnych – inflacja plus 2,25 proc. marży.

Większość banków już wycofała lokaty z kapitalizacją dzienną. Nie zrobiły tego mBank, Multibank i Toyota Bank – tam na początku marca klienci mogli jeszcze lokować pieniądze na takich lokatach i to bez informacji, że od 1 kwietnia będą one opodatkowane!

W najbliższym czasie stawki depozytów raczej nie wzrosną – banki nie szykują się ani do wielkiej ofensywy kredytowej, ani nie brakuje im pieniędzy na finansowanie tych kredytów, których udzielają. Stawki pozostaną więc na obecnym, nie najwyższym, poziomie.

6.2.12

Co warto wiedzieć o phishingu i jak się przed nim bronić

Phishing, czyli nielegalne zdobywanie haseł dostępu do ważnych serwisów transakcyjnych i kont bankowych na stałe wszedł do rzeczywistości – im większa rola Internetu w życiu codziennym, tym oszuści coraz bardziej pomysłowi i niebezpieczni. Co trzeba o nich wiedzieć i jak się przed nimi bronić? 

Phishing to dosłownie połów – w tym wypadku haseł, umożliwiających dostęp np. do konta bankowego ofiary. Polega, najprościej rzecz biorąc, na stworzeniu strony internetowej niemal identycznej ze stroną, na której klienci banku logują się do bankowości internetowej. Gdy strona jest gotowa, oszuści starają się zwabić na nią jak największą liczbę ofiar, które – głównie dzięki swojej naiwności lub kompletnym braku orientacji – pozostawią na stronie „bankowej” swój identyfikator i hasło, czyli spróbują się zalogować do banku.

Najczęściej stosowaną metodą jest rozesłanie listu drogą mailową – tak, by wyglądał wiarygodnie i zachęcał do wejścia na fałszywą stronę. Stąd prosty wniosek – przestępcy, zanim uderzą w ofiary-klientów banku, muszą zdobyć bazę danych danej instytucji finansowej. Mimo potężnych zabezpieczeń stosowanych przez banki, ciągle jest to możliwe. Wojna między oszustami a instytucjami finansowymi przypomina nieco wyścig zbrojeń – im lepsze zabezpieczenia, tym bardziej wyrafinowe metody hakowania bankowych serwerów.
Mail-fałszywka skonstruowany jest tak, by ofiara czuła, że musi natychmiast zareagować. Często np. przekazywany jest komunikat „zanotowaliśmy próby logowania na Pańskie konto, prosimy o zalogowanie się w celu weryfikacji tożsamości”. Ale zdarzają się też bardziej pomysłowe sposoby: zachęcanie do wypełnienia ankiety w zamian za niewielką finansową nagrodę (ankieta zawierała pytanie o numer karty kredytowej, datę jej ważności i PIN – to przykład z USA, sprzed kilku lat).

Jednak potencjalna ofiara oszustów wcale nie musi być – przynajmniej bezpośrednio – zaangażowana w udostępnienie im danych bankowych. Przestępcy atakują słabo zabezpieczone komputery, instalując na nich konie trojańskie i keyloggery (programy zapisujące znaki wpisywane na klawiaturze), które same zajmą się zapisaniem poufnych informacji i przesłaniem ich pod wskazany adres. Ofiara musi „jedynie” ściągnąć szkodliwy plik i uruchomić go na komputerze.

W pierwszych latach funkcjonowania bankowości internetowej część winy za ataki na konta klientów bez wątpienia ponosiły same banki – nie przywiązując wystarczająco dużej wagi do bezpieczeństwa serwisu internetowego. Ale to już przeszłość – można powiedzieć, że banki wyciągnęły nauczkę ze zdarzeń, do jakich doszło (i z odszkodowań, które musiały wypłacić części klientów) i teraz po stronie banków trudno doszukać się winy, jeśli chodzi o zabezpieczenia stron bankowości internetowej.

W Polsce pierwsze ataki „poławiaczy haseł” zanotowano w 2004 roku. Część klientów Citibanku dostała wiadomość na email: „Drogi Kliencie, z przyjemnością informujemy, iż zakończyliśmy prace nad zintegrowanym serwisem bankowości internetowej. Wkrótce nowa platforma zastąpi obecny system, ale już teraz zachęcamy Cię do zapoznania się z możliwościami i udogodnieniami, jakie oferuje zintegrowany serwis. Prosimy o jak najszybsze zalogowanie się oraz sprawdzenie naszego nowego systemu. Zaloguj się http://www.online.citibank.pl". Link prowadził do strony przygotowanej przez oszusta.


Najważniejszą bronią banków jest edukacja klientów. Na nic zdadzą się najlepsze zabezpieczenia, jeśli klient „podzieli się” z osobami niepowołanymi kodami dostępu do konta. Na stronach banków co jakiś czas pojawiają się wyekspononowane komunikaty, przypominające najważniejsze zasady bezpieczeństwa korzystania z bankowości internetowej.

Jednocześnie banki stawiają na coraz lepsze zabezpieczenia transakcji dokonywanych w Internecie. Ataki były bowiem znacznie łatwiejsze, gdy jedynym zabezpieczeniem dostępu był identyfikator i hasło klienta. Teraz wszystkie banki stosują jeszcze dodatkową linię zabezpieczeń. Np. listę haseł jednorazowych, podpis cyfrowy, token, jednorazowe hasła SMS. Eksperci uważają, że najwięcej gwarancji daje token i jednorazowe hasła SMS, ale jeśli klient stosuje się do zasad bezpieczeństwa, to i w przypadku pozostałych systemów zabezpieczeń oszuści nie mają szans.


Poniżej kilka rad, na co zwracać uwagę, żeby nie paść ofiarą „łowców haseł”, jeśli się korzysta aktywnie z bankowości internetowej. I choć większość zaleceń to oczywistości, warto je sobie przypomnieć, bo liczba sieciowych oszustw – mimo coraz lepszych zabezpieczeń – wcale nie maleje.

Po pierwsze, trzeba zawsze z dużą nieufnością traktować każdą wiadomość, w której żąda się podania poufnych informacji dotyczących finansów. Banki nigdy nie proszą o podanie identyfikatora i hasła, numerów kart płatniczych i tym bardziej PIN-ów do nich! Nie wysyłają też wiadomości do wielu odbiorców.

Po drugie, nigdy nie można używać linków zamieszczonych w emailach. Jeśli się logujemy do banku, zawsze wpisujmy adres ręcznie do przeglądarki!

Po trzecie, do formularzy przesyłanych emailem nie wpisujemy żadnych poufnych informacji.

Po czwarte, zawsze sprawdzamy adres i autentyczność strony, na której wpisujemy poufne informacje. Strony takie muszą korzystać z bezpiecznego połączenia (o czym świadczy symbol zamkniętej kłódki w przeglądarce i https:// w pasku adresu). Trzeba też sprawdzać autentyczność certyfikatu bezpieczeństwa.

Po piąte, aktualizujemy wersje przeglądarki – tak by nie była „dziurawa”.

Po szóste, na komputerze zawsze mamy program antywirusowy i firewall – i to aktualne wersje!

Po siódme, nie instalujemy oprogramowania z nieznanych źródeł.

28.1.12

Zły numer rachunku w przelewie? Za pomyłkę zapłaci bank

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego to bank, a nie klient jest odpowiedzialny za weryfikację danych znajdujących się w zleceniu przelewu. Jeżeli bank nie sprawdzi zgodności numeru rachunku z danymi beneficjenta przelewu, ponosi odpowiedzialność finansową. 

Sytuacje, w których nadawca przelewu popełnia błąd – prawidłowo podaje dane beneficjenta, ale myli się w numerze rachunku, lub podaje prawidłowy rachunek, ale błędne dane adresata – wcale nie należą do rzadkości. W obu przypadkach pieniądze z przelewu mogą zostać przekazane niezgodnie z tym, jak naprawdę życzy sobie zleceniodawca.

Banki oczywiście odpowiedzialność chętnie przerzuciłyby na klienta – i taka była ich praktyka, aż do wyroku Sądu Najwyższego z 17 grudnia 2008 roku (sygn. I CSK 205/08). Sąd Najwyższy stwierdził, że obowiązek konfrontowania nazwy czy nazwiska beneficjenta przelewu podanego na poleceniu przelewu z podanym na nim numerem rachunku bankowego wynika z art. 354 § 1 i art. 355 kodeksu cywilnego. Na mocy tych przepisów dłużnik (w tym wypadku bank, który odpowiada za realizację przelewu) powinien wykonać zobowiązanie zgodnie z jego treścią i w sposób odpowiadający jego celowi społeczno-gospodarczemu oraz zasadom współżycia społecznego, a jeżeli istnieją w tym zakresie ustalone zwyczaje - także w sposób odpowiadający tym zwyczajom. Sąd Najwyższy przesądził, że banki mają obowiązek sprawdzania numeru konta beneficjenta przelewu, bo cel przelewu zostaje osiągnięty, gdy pieniądze znajdą się na rachunku beneficjenta przelewu. Po wyroku Sądu Najwyższego każdy bank ma obowiązek sprawdzenia, czy numer rachunku jest zgodny z nazwą beneficjenta przelewu.

A jeśli zleceniodawca pomyli się w numerze rachunku, podając prawidłowe dane beneficjenta? 

Bank stwierdzając niezgodność danych powinien wstrzymać realizację przelewu i niezwłocznie powiadomić o tym fakcie zleceniodawcę.

10.1.12

Kredyt w koncie to najtańszy kredyt gotówkowy

Kredyt w koncie czyli linia kredytowa w koncie osobistym to rozwiązanie, które pomoże np. sfinansować wakacje, zakup sprzętu AGD, remont mieszkania. Jest tańszy niż pożyczka gotówkowa i kredyt ratalny. Solidni klienci banku mogą liczyć na specjalne traktowanie.

W większości banków oprocentowanie limitu kredytowego w ROR oscyluje w granicach 15 proc., ale można znaleźć oferty jeszcze mniej kosztowny. Oprócz oprocentowania klient musi przygotować się na prowizję – zwykle wynosi ona najwyżej 2 proc. kwoty limitu.

Na limit w koncie – a już na pewno w większej kwocie – mogą liczyć zwykle stali klienci banku (czyli tacy, którzy konto mają w danej instytucji przynajmniej kilka miesięcy). Ale są wyjątki. Jeśli przenosimy konto z banku do banku, mamy dobrą historię rachunku – nowy bank raczej bez problemy przyzna limit w takiej wysokości, w jakiej mieliśmy w poprzedniej instytucji. Na specjalne traktowanie mogą też liczyć klienci zaciągający w bankach kredyty hipoteczne – o ile zdolność kredytowa na to pozwala, bank sam proponuje  limit w koncie osobistym (to dla banku dodatkowy zarobek!). Generalnie limit w koncie może wynieść nawet sześciokrotność miesięcznych wpływów na konto.

Podstawową zaletą kredytu odnawialnego w koncie jest to, że odsetki płacimy tylko wtedy, gdy korzystamy z pieniędzy banku. Można mieć limit w koncie i za niego nie płacić – jeśli nie musimy korzystać. Oczywiście, ponosimy koszty prowizji (zarówno za przyznanie, jak i odnowienie limitu), ale zwykle nie są to duże sumy – a domowy budżet jest zabezpieczony na wypadek nagłej, awaryjnej sytuacji.

Kredytu odnawialnego w koncie nie musimy spłacać regularnie (w identycznych ratach). Kwota wykorzystanego limitu zmniejsza się z każdym wpływem na konto. Jeśli planujemy zamknąć limit po roku, możemy spłacić go nawet w ostatniej chwili – ważne, by wcześniej powiadomić bank, że nie chcemy już korzystać z limitu w koncie (zwykle banki automatycznie go przedłużają, pobierając prowizję).

Na najkorzystniejsze warunki limitów kredytowych mogą liczyć ci klienci, którzy mają w banku konto z pakietem usług dodatkowych (oczywiście – płatnych). Ale i posiadacze mniej lub bardziej darmowych kont nie mogą narzekać na brak dobrych ofert. Np. posiadacz konta internetowego w Deutsche Banku otrzyma limit w wysokości 3 tysięcy złotych z oprocentowaniem 12,99 proc. w skali roku (prowizja – 2 proc.). Millenium Bank przyzna taki sam limit w darmowym koncie bez prowizji, ale za to z 18-proc. oprocentowaniem.

Niektóre banki proponują klientom kredyt - na określonych warunkach - bez opłat. W Citi Handlowym i Banku Millenium bezpłatny limit jest dostępny przez siedem dni w miesiącu (niekoniecznie muszą one następować po sobie). korzystać za darmo z limitu kredytowego przez tydzień w miesiącu. Raiffeisein Bank umożliwia posiadaczom ROR-u korzystanie z limitu do tysiąca złotych bez żadnych odsetek.

Nie warto decydować się na konto osobiste w danym banku tylko dlatego, że bank reklamuje korzystne warunki limitu w koncie – trzeba pamiętać, że są one dostępne dla stałych klientów, zaś wybór konta powinien być związany z analizą warunków korzystania z niego na co dzień – możliwości, jakie daje i opłat z nimi związanych.

Trzeba również pamiętać, że choć limit kredytowy czy kredyt odnawialny to dobry sposób na zabezpieczenie płynności finansowej w awaryjnych sytuacjach, to jednak wymaga systematyczności i dyscypliny. Bank nie ustala harmonogramu spłat – trzeba samemu więc pilnować, by kredyt w koncie w końcu spłacić. Choć jest on odnawialny, to jednak jest zobowiązaniem, z którym nie można żyć bez końca.

29.12.11

Lokaty terminowe w 2012 r. – zysk mniejszy, ale za to pewny

Lokaty terminowe to ciągle najpopularniejszy, a na pewno najbardziej znany sposób oszczędzania pieniędzy. Ich atuty to gwarantowany zysk (jedyne zagrożenie to rosnąca inflacja) i bezpieczeństwo depozytu. Lokaty bankowe wydają się być najlepsza inwestycją na czas kryzysu na giełdach i zawirowań wokół EURO.

Lokaty terminowe cieszą się uznaniem tych klientów, którzy ponad wszystko cenią sobie spokój i bezpieczeństwo. Oraz tych, którzy lubią rozumieć mechanizm produktu depozytowego, i nie skuszą się np. na „struktury”, bardziej przypominające hazardowy zakład niż produkt bankowy (z perspektywy konsumenta).

Wpłacając pieniądze na lokatę, klient zobowiązuje się, że nie wypłaci ich przed terminem, czyli nie zerwie lokaty. W zamian po zakończeniu umowy bank zwraca klientowi pełną kwotę powiększoną o odsetki. Jeżeli klient zdecyduje się wycofać pieniądze wcześniej, nie otrzyma od banku odsetek (w niektórych przypadkach bank wypłaca odsetki, ale znacznie pomniejszone).

Banki oferują lokaty najczęściej w kilku terminowych wariantach – od miesiąca do nawet trzech lat. Typowe i najpopularniejsze terminy lokat to 1, 3, 6, 12, i 24 miesiące. Osobnym typem lokaty są lokaty krótkoterminowe - na kilka dni lub tylko na noc.

Na wysokość oprocentowania wpływają przede wszystkim: wysokość deponowanej kwoty, okres trwania lokaty, sposób oprocentowania (stałe lub zmienne) i kapitalizacja.

Oprocentowanie lokaty może być stałe lub zmienne. Oprocentowanie stałe oznacza, że przez cały okres trwania lokaty będzie obowiązywać jedna, z góry ustalona stawka. Drugi wariant oznacza, że gdy Rada Polityki Pieniężnej obniży lub podwyższy stopy procentowe, taką samą decyzję może podjąć bank w stosunku do oprocentowania depozytów.

Istotną rolę odgrywa też sposób kapitalizacji odsetek, czyli częstotliwość doliczania ich do salda rachunku. Im częściej bank dolicza odsetki do kwoty kapitału, tym dla klienta jest to korzystniejsze. Większy kapitał powoduje, że szybciej rosną odsetki. I odwrotnie – jeśli np. zakładamy lokatę z kapitalizacją roczną na dwa lata, pierwsze „dopisanie” odsetek do lokaty nastąpi po roku. Najwięcej zarabiają klienci, którzy korzystają z lokat z kapitalizacją dzienną (również dlatego, że w tej chwili, do czasu zmiany przepisów, nie płacą podatku od zysków kapitałowych.

Odsetki z lokat podlegają bowiem opodatkowaniu. Podatek jest naliczany i odprowadzany przez bank. Klient nie musi go samodzielnie rozliczać, na rachunek otrzymuje bowiem odsetki już pomniejszone o kwotę podatku, nie trzeba także tych zysków uwzględniać w rocznym zeznaniu podatkowym. Podatek jest naliczany wtedy, gdy powstaje dochód, a więc kiedy do rachunku dopisywane są odsetki. Gdy jednorazowo naliczone odsetki nie przekroczą kwoty 2,49 zł, zgodnie z obowiązującymi teraz przepisami (mają być zmienione!) podatek jest zaokrąglany do 0 złotych.

Lokaty z dzienną kapitalizacją odsetek, będące hitem w ostatnich kilku latach, pozwolą unikać podatku tylko do pierwszych miesięcy 2012 roku. Projekt Ministerstwa Finansów zakłada, że po zmianach w ordynacji podatkowej na początku 2012r. podstawę opodatkowania, i należną kwotę podatku banki będą zaokrąglać do pełnych groszy w górę. 

Lokatę klient może założyć w zasadzie w każdym banku detalicznym oraz w SKOK-ach. Tradycyjnie lokatę możemy założyć w oddziale. Jeśli jesteśmy klientem wewnętrznym, wygodniejszym sposobem jest założenie lokaty prze Internet (lub telefon). Wówczas nie musimy nawet podpisywać osobnej umowy. Niektóre banki umożliwiają „zdalne” zakładanie lokat również klientom zewnętrznym – pieniądze przelewamy na wskazany rachunek.Jeśli chodzi o najwyżej oprocentowane lokaty trzeba tutaj wymienić przede wszystkim: getinonline i BGŻOptima. W szczególności BGŻ Optima zaskoczył wszystkich tym, że od początku swego startu oferował lokaty jednodniowe o bardzo wysokim oprocentowaniu bez żadnych ukrytych haczyków.

Przed założeniem lokaty warto poświęcić czas na analizę propozycji bankowych – stawki są naprawdę zróżnicowane i zmieniają się z tygodnia na tydzień.

22.12.11

Nadal sporo Polaków bez konta w banku

Choć liczba rachunków bankowych indywidualnych klientów już dawno przekroczyła 27 milionów, 34 proc. Polaków nadal trzyma pieniądze w skarpecie, czy też raczej w domowym skarbcu, czyli kopercie – wynika z badań, zamówionych przez Bank Pocztowy, a przeprowadzonych przez TNS Pentor. 

Chyba najsłynniejszym Polakiem, który obywał się bez konta osobistego (pewnie konto w końcu założył :), jest lider PiS i były premier Jarosław Kaczyński. Fakt ujawnienia przez niego w oświadczeniu majątkowym, iż nie posiada konta w banku przez długie tygodnie był wałkowany przez media – odbił się również echem w publikacjach zagranicznych. Okazuje się jednak, że Jarosław Kaczyński nie jest wyjątkiem – konta nie miało ponad 10,5 mln osób w naszym kraju. Warto pamiętać, że badanie dotyczy tylko dorosłych Polaków – a w liczbie otwartych rachunków są też konta adresowane do nastolatków poniżej 18 roku życia.

Z badań wynika, że większość „bezkontowych” Polaków to osoby powyżej 50-tego roku życia (ale duża grupa to młodzi do 20. Roku życia). Większość z tych, którzy z banku nie korzystają mieszka na wsiach i w małych miasteczkach, ale aż jedna szósta to mieszkańcy miast powyżej 200 tysięcy osób.

Dlaczego Polacy nie otwierają rachunków osobistych? Połowa ludzi, którzy nie mają kont tłumaczy, że mają zbyt niskie dochody. Gotówkę, po wypłacie, segregują do kopert, oznaczonych na comiesięczne wydatki. Nadwyżki, oszczędności na „czarną godzinę”, lądują w barkach, książkach, czasem w metalowych skrzynkach.

Już samo to wyjaśnienie składania do przypuszczenia, że osoby, które obywają się bez konta osobistego robią to albo z czystej niewiedzy o tym, jak funkcjonują banki, albo – ze strachu przed tymi instytucjami i totalnego braku zaufania.

ROR to dziś podstawowy produkt bankowy, prosty w obsłudze – mogą się nim sprawnie posługiwać nawet 13-latki. Dostosowany do nowoczesnych, internetowych technologii, jest również dostępny w wersji tradycyjnej – w oddziałach. Nie trzeba od razu kupować komputera i zamawiać routera do domu, żeby mieć dostęp do swoich pieniędzy w banku.

ZUS od dawna alarmuje, że koszty obsługi emerytów i rencistów (comiesięcznej wypłaty świadczeń) są zbyt wysokie. Można byłoby je zredukować, gdyby każdy emeryt i rencista musiał założyć konto w banku (od czasu do czasu takie pomysły, z ideą zwiększenia bezgotówkowego obrotu pieniądzem w kraju się zresztą pojawiają). Czy jednak takie „siłowe” rozwiązanie zostanie kiedykolwiek zastosowane? Bank Pocztowy (który zamówił badania) w ramach Konta Nestor, dedykowanego osobom pobierającym świadczenia emerytalno-rentowe, oferuje usługę bezpłatnej dostawy gotówki do domu przez listonosza. To się nazywa wyczucie preferencji konsumenta!

26.10.11

Produkty jednego banku, łączcie się!

Bankom nie brakuje pomysłów na łączenie produktów. Cel: związanie klienta z bankiem na tak długo, jak się da. Uwaga! Niektóre połączenia produktów wyglądają kusząco, ale wcale nie muszą być korzystne dla klienta.
 

Klient oczywiście może korzystać z różnych produktów w różnych bankach: tu konto osobiste i karta debetowa, w innym banku konto oszczędnościowe (bo wyższe oprocentowanie), gdzie indziej jeszcze karta kredytowa, kredyt hipoteczny jeszcze w innej instytucji… Jednak ten model przechodzi dziś do lamusa. Banki główną broń w walce o lojalność (czyli przywiązanie) klientów uczyniły z kredytów hipotecznych, oferując je w pakiecie z innymi swoimi produktami. Ale testują też inne produkty łączone, gdyby lojalność klienta miała zostać wystawiona na szwank.


Banki słusznie zakładają, że duża część klientów przedkłada wygodę nad niewielkie w sumie zyski, które można wypracować korzystając z produktów różnych instytucji finansowych.


Pakiet usług zaproponował klientom w ostatnich miesiącach BNP Paribas – to Konto Witalne: rachunek osobisty, połączony z kontem oszczędnościowym i kredytem gotówkowym (są też warianty bez konta oszczędnościowego lub z dwoma kontami oszczędnościowymi). Kredyt gotówkowy – w wysokości jednej pensji (ale maksymalnie 7,5 tysiąca złotych) jest nieoprocentowany, przyznawany bez prowizji (jedyny koszt to ubezpieczenie – 1,99 proc. rocznie). Kredyt klient musi spłacić w ciągu dwóch lat. Oferta francuskiego banku jest niewątpliwie jedną z najatrakcyjniejszych na rynku, zwłaszcza że i konto oszczędnościowe – z antybelkowymi rozwiązaniami – należy do najwyżej oprocentowanych. To korzyści dla klienta. A co zyskuje bank? Aktywnego klienta, na którego konto spływa wynagrodzenie. Sprzedaje klientowi kredyt (tanio, ale jednak sprzedaje) i potencjalnie może zyskać depozyt.

Z kolei Alior Bank swoim klientom proponuje konto oszczędnościowe połączone z formą oszczędzania na emeryturę. Konto oprocentowane jest przyzwoicie – nawet 6 proc. (minus podatek Belki) przez 10 lat. Jest to jednak oprocentowanie stałe – a trudno zagwarantować, że inflacja nie wymknie się – choćby na kilka miesięcy – w takiej perspektywie spod kontroli. Gdyby można było przewidzieć, że NBP będzie realizował cel inflacyjny (czyli inflacja do 2,5 proc. rocznie), byłoby to rozwiązanie korzystne, bo bezpieczne.


Atutami oferty Aliora są niewątpliwie dostępność (minimalna miesięczna składka to 50 zł), i elastyczność (można nie płacić składek przez sześć miesięcy, nie tracąc przywileju posiadania wysokooprocentowanego produktu depozytowego). Warunek: trzeba powiadomić bank.


Klienci banków dzielą się na tych, którzy lubią wertować oferty banków i łowić promocje i na tych, którzy swoim budżetem zarządzają najchętniej przez jedną instytucję, w której posiadają wszystkie potrzebne im produkty. Ci pierwsi mają okazję więcej zarobić. Ci drudzy – mniej się napracują, obsługując swoje finanse.

4.10.11

Podstawowe zasady bezpiecznych zakupów w Internecie

Dwie trzecie internautów kupuje w sklepach internetowych, czterech na pięciu kupuje na aukcjach -
wynika z danych Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB. Polacy coraz częściej płacą za zakupy przez systemy płatności internetowych. 

Nową formę rozliczeń wybiera już prawie połowa kupujących w sieci. Korzyści z niej płynące to przede wszystkim wygoda i oszczędność – w stosunku do płacenia gotówką przy odbiorze przesyłki. Przesyłki „za pobraniem” są niewątpliwie droższe – od kilku do nawet kilkunastu złotych. Dlaczego więc cieszą się ciągle sporą popularnością? Kupujący traktują to jako dodatkową gwarancję, że otrzymają zamówiony towar.
Jednak wystarczy przestrzegać kilku zasad, by transakcje były bezpieczne i satysfakcjonujące, oraz wygodne i tanie.

Po pierwsze, zawsze trzeba pamiętać o tym, by przy płaceniu online był aktywny protokół SSL – odpowiedzialny za szyfrowanie danych. Jak sprawdzić, czy jest on aktywny? Jeśli w dolnej belce przeglądarki widzimy ikonę kłódki, należy na nią kliknąć – przeczytamy informacje o certyfikacie bezpieczeństwa witryny. Jeśli np. czytamy, że certyfikat wygasł, rozsądek podpowiada, by zrezygnować z połączenia. Uwaga! Ikona kłódki musi być zamknięta. Otwarta oznacza brak szyfrowania – transakcja nie jest bezpieczna. Połączenie jest szyfrowane również wówczas, gdy przedrostek przed adresem internetowym to "https://" (zamiast http://).

Po drugie, kupować należy tylko w sprawdzonych sklepach. Sprawdzonych przez kogo? Duże sklepy internetowe korzystają z agregatora płatności internetowych (można w nich płacić na wiele sposobów – kartą płatniczą, zwykłym przelewem, przekazem pocztowym). To wiarygodny partner. Wątpliwości powinny się pojawić, gdy sklep umożliwia wyłącznie płatność przelewem na własne konto. Nie musi to oczywiście oznaczać chęci oszustwa, ale warto taki sklep prześwietlić dokładniej. Zawsze trzeba przed sfinalizowaniem zakupu przeczytać regulamin. Tam muszą być np. podane dokładne informacje o wszystkich dodatkowych kosztach, zasadach reklamacji, terminach zwrotu.

Ważne! Jeżeli operator płatności internetowych posiada status Agenta Rozliczeniowego, to oznacza to, że podlega on nadzorowi Prezesa NBP – transakcje obsługiwane przez niego są w 100 procentach bezpieczne.
Payment Card Industry Data Security Standard (PCI DSS) to światowy standard ustalony przez organizacje płatnicze (Visa, MasterCard). Ten standard został wypracowany by chronić dane osobowe posiadaczy kart oraz informacje związane z transakcjami.

Jednak wszystkie protokoły i standardy na nic się zdadzą, jeśli sami kupujący nie będą przestrzegać elementarnych zasad bezpieczeństwa. Transakcji najlepiej dokonywać na prywatnym komputerze. A już na pewno – nie dokonywać ich w kafejkach czy korzystając z publicznej sieci.

Na komputerze musi być zainstalowany i aktualizowany program antywirusowy, który zabezpieczy system – i wszystkie ważne dane - przed cyberprzestępcami.

Jeśli nie przestrzegamy tej zasady, narażamy się na ryzyko działania w tle programu szpiegującego, który może wykraść szczegółowe dane osobowe i dane konta lub karty.

26.8.11

Warto zabrać w podróż kartę kredytową

Masz kartę kredytową? To nieważne, czy zapakowałeś wszystko do walizki! Tak beztroskie podejście jest oczywiście żartem, ale faktem jest z kolei, że karta kredytowa bardzo ułatwia podróżowanie. A tak naprawdę – w podróży za granicę bywa po prostu nieodzowna.

Trudno w to może uwierzyć, ale za ocean w ogóle nie ma co się wybierać bez plastikowego pieniądza: w USA i Kanadzie nie wynajmiemy samochodu, nie zapłacimy za hotel. A na podróżnych wędrujących z wypchanym gotówką portfelem służby imigracyjne patrzą co najmniej podejrzliwie.

Kartę warto mieć i w innych, bliższych krajach, nawet jeśli nie zamierzamy z niej korzystać. Karta jest np. niezbędna do zarezerwowania hotelu (podajemy nr karty, i hotel, w razie rezygnacji, obciąża nas równowartością opłaty za jedną dobę). Zapłacić za hotel możemy już oczywiście nawet gotówką, ale karta jest potrzebna.

Są też inne usługi, za które trudno zapłacić gotówką – lub wręcz jest to niemożliwe. Tak jest np. w przypadku wynajęcia samochodu. Wypożyczalnie już standardowo żądają karty kredytowej (Lub wymagają naprawdę solidnej kaucji). Dlaczego? Oprócz opłaty za korzystanie z samochodu mogą przecież pojawić się dodatkowe koszty – uszkodzenie auta, którego nie pokryje polisa, mandaty, paliwo (jeśli nie dopełnimy obowiązku oddania auta zatankowanego). Mając numer karty kredytowej, wypożyczalnia ściągnie bez problemu pieniądze.

Karta jest też niezbędna jeśli sami chcemy zarezerwować sobie lot choć w przypadku linii lotniczych niektóre pozwalają płacić przelewem.

Warto też pamiętać, że karta może być sposobem na sfinansowanie takiego wyjazdu, jeśli nie udało nam się na czas zgromadzić odpowiednich oszczędności. Mamy więc do dyspozycji nieoprocentowany kredyt na prawie 2 miesiące. Są jednak warunki. Po pierwsze, całość kwoty oddamy w terminie, po drugie – wszystkie transakcje muszą być bezgotówkowe.

Jeśli jednak zapłacimy karą za wycieczkę wartą np. 5 tys. zł lub więcej to może być nam trudno spłacić dług w ciągu wspomnianych niecałych 2 miesięcy. Ale część banków – m.in. Citi Handlowy – oferuje możliwość zamiany zadłużenia na karcie na swego rodzaju kredyt ratalny. Po dokonaniu większej płatności (minimum kilkaset złotych) bank zamienia dług na kredyt ratalny, oprocentowany korzystniej niż przeciętny kredyt gotówkowy, który często podrażany jest jeszcze przez słoną prowizję czy koszty ubezpieczenia. Tymczasem w przypadku kredytu ratalnego „karcianego”, prowizja zwykle jest minimalna – 1 proc. lub wcale jej nie ma. Zaś banki, które wymagają 5 proc. prowizji – Polbank czy Allianz Bank – rezygnują z odsetek.

3.6.11

mBank wprowadza opłaty od 01.08.2011 r. - koniec konta za 0 zł?

mBank ogłosił właśnie, że od 1 sierpnia wprowadza miesięczne opłaty za karty debetowe. Jednak klienci, którzy aktywnie z kart korzystają, mają mieć je nadal za darmo. Czy decyzja o wprowadzeniu opłat zaszkodzi bankowi, który zbudował swój wizerunek i rynkową pozycję na tym, że podstawowe usługi były zupełnie darmowe?

Nowe opłaty w mbanku za kartę to prowizja, która zacznie obowiązywać od sierpnia tj. 2 zł miesięcznie. Klienci, którzy zapłacą w danym miesiącu sto złotych za zakupy wszystkimi kartami wydanymi przez mBank (sto złotych łącznie) – będą zwolnieni z opłaty. Liczyć się będą tylko transakcje bezgotówkowe. Również dla klientów wypłacających gotówkę bank przygotował możliwość zwolnienia z opłaty – ale tylko dla tych, którzy aktywowali usługę „Bankomaty bez granic”. Opłata nie będzie również obowiązywać najmłodszych klientów mBanku, korzystających z izzyKONTA.

Eksperci oceniają, że de facto nowe warunki mBanku są bardzo liberalne, i nadal jest to jedna z najkorzystniejszych opcji na rynku. Klient, dla którego mBank jest bankiem podstawowym, i który korzysta z karty, nie odczuje zmiany warunków.

Maciej Samcik, wieloletni dziennikarz „Gazety Wyborczej” na swoim blogu porównał nową ofertę mBanku z innymi bankami, pobierającymi opłatę za kartę debetową: wśród tych banków mBank pozostanie najtańszy. W Raiffeisen Banku karta kosztuje wprawdzie 1,99 zł, ale trzeba wykonać nią 250 zł obrotu, żeby być z opłaty zwolnionym. W Inteligo wprowadzono niedawno opłatę 4 zł z limitem transakcji 100 zł. W Pekao karta też kosztuje 4 złote, a za darmo ją możemy mieć dopiero po czwartej transakcji w miesiącu. W Aliorze płaci się 5 zł bez żadnych zwolnień.

Dlaczego mBank wykonał taki ruch, skoro i tak przewiduje zwolnienie większości klientów z opłat za kartę?

Z pewnością stał za tym rachunek ekonomiczny – konieczność zweryfikowania rzeczywistych klientów banku, posługujących się wydanymi przez bank „plastikami”. mBank dla wielu klientów jest bankiem drugiego albo nawet trzeciego wyboru, który oferuje całkiem spory pakiet darmowych lub tanich możliwości korzystania z internetowej bankowości. Karta debetowa w mBanku, do tej pory darmowa, była traktowana jako ozdobnik albo koło ratunkowe – którego z zasady się nie używa. Zaś bank za wydanie i obsługę karty – nawet nie używanej – musi przecież płacić.

Jednak racjonalne argumenty mogą przegrać, zdaniem ekspertów, z emocjami i przyzwyczajeniem klientów. - Podstawowy przekaz marketingowy mBanku był konsekwentny: podstawowe usługi, jak konto, karta i przelewy są za free – napisał Samcik na swoim blogu.
Teraz, gdy bank wprowadza opłatę za jedną z podstawowych usług, mogą się pojawić (i się pojawiają na forach internetowych) pytania, kiedy mBank wprowadzi opłatę za prowadzenie konta i za przelewy krajowe. To zaś rodzić może kolejne pytanie: po co być nadal klientem mBanku, skoro stał się on takim samym bankiem jak inne, choć do tej pory stawiał na absolutną wyjątkowość. I darmowość (nawet, jeśli nie obejmowała ona bardziej zaawansowanych produktów).

1.6.11

Lokaty i wysoka inflacja

Opublikowany w marcu przez GUS wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli wskaźnik inflacji rocznej wyniósł 4,3 proc. – jest to poziom nienotowany od września 2008 roku.

Konsekwencją wysokiej inflacji jest coraz niższy rzeczywisty zarobek z bankowych lokat. Przeciętny realny zysk z zakończonych rocznych lokat po opodatkowaniu i uwzględnieniu wskaźnika inflacji był ujemny i wyniósł w marcu średnio -0,41 proc. Co to oznacza? Klienci, którzy przez rok trzymali pieniądze na lokatach, w większości przypadków nie tylko na nich nie zarobili, ale wręcz – stracili. Wśród 23 banków z ujemną realną stopą zwrotu z lokat znalazły się niemal wszystkie instytucje z pierwszej dziesiątki banków pod względem wartości aktywów. Tylko klienci ośmiu banków wyszli „na plus” – niestety, banki te to instytucje niszowe, mające nieporównywalnie mniejsze aktywa.

Z opracowania Open Finance wynika, że realne straty przyniosły wszystkie roczne lokaty, których oprocentowanie w marcu 2010 roku było niższe niż 5,35 proc. Najwięcej, bo 2,03 proc., stracili klienci Banku Pekao. Natomiast ponad jednoprocentowe straty dotknęły posiadaczy depozytów w sześciu bankach. Najwięcej (1,44 proc.) zarobili klienci, którzy w marcu 2010 roku założyli antypodatkową lokatę w Meritum Banku. Barierę 1 proc. realnego zysku udało się pokonać również w Noble Banku, a w pozostałych sześciu instytucjach rzeczywista zyskowność lokat nie przekroczyła 0,55 proc.

A jak będzie wyglądać sytuacja za rok? Czy zakładanie lokat ma sens? Warto sprawdzić, jaka jest prognoza inflacji w rocznej perspektywie – czyli sięgnąć do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. Wynosi on 2,5 proc., z możliwym odchyleniem +/-1 pkt. proc. O inflacji rocznej 1,5 proc. możemy jednak zapomnieć. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że po podwyżkach stóp procentowych roczna inflacja będzie oscylować wokół 3 proc. Scenariusz z 2,5 proc. inflacją można uznać za bardzo optymistyczny – pozwoliłby on wypracować średni realny zysk na poziomie 1,32 proc. (stratni zaś byliby klienci, którzy założyli lokaty w Pekao). Obliczenia te jednak nie uwzględniają likwidacji tzw. lokat antybelkowych, czyli objęcia podatkiem dochodowym od zysków kapitałowych wszystkich depozytów.

Analitycy doradzają ostrożnym klientom, ceniącym bezpieczeństwo lokat, wyszukiwanie najwyżej oprocentowanych depozytów – nawet, jeśli wymagałoby to umieszczania pieniędzy w bankach, z których na co dzień nie korzystamy. W ten sposób zwiększamy szansę ochronienia realnej wartości swoich oszczędności. A może nawet – wypracowania niewielkiego zysku.

3.2.11

Nowości w ofercie mbanku

Mbank nie od dziś bryluje nowinkami technicznymi w swoim darmowym ekoncie. Wiec przyjrzyjmy się jakie funkcjonalności pojawiły sie w mbanku ostatnio.

Nowe dodatki do eKONTA: pakiety Assistance


Do oferty mbanku wdrożono pakiety ubezpieczeniowe Assistance Dom24h, Opieka24h lub Auto24h. Dzięki wybraniu właściwego ubezpieczenia można liczyć na pomoc ekspertów w nieoczekiwanych zdarzeniach, które mogą nas spotkać w domu bądź na drodze.

Nową częścią propozycji dla klientów w banku są trzy rodzaje pakietów ubezpieczeń Assistance: Auto 24h, Dom24h bądź Opieka24h. Każde ubezpieczenie dostępne jest w trzech rodzajach, różniących się zakresem działania oraz ceną. Wariant Standard wiąże się z opłatą 5 zł/mies., wariant komfort 10 zł/mies., zaś najszerszy wariant Premium 15 zł/mies.

mBank przyspieszył przelewy

Bank wdrożył nowoczesne rozwiązanie dla 2,5 miliona użytkowników kont. Jako pierwsi w kraju mogą oni korzystać z przelewów ekspresowych, dzięki którym pieniądze trafiają na rachunek odbiorcy w czasie do 15 minut.

Szybki przekaz można zlecić zarówno w internecie, jak i za pośrednictwem mLinii. Za usługę pobierana jest opłata z eKONTA w wysokości 5 PLN.

Karty debetowe z payWave w mBanku

Od dzisiaj w ofercie mBanku znajdują się zbliżeniowe karty do konta z logo Visa. Jest on szóstym bankiem na rynku, który wprowadza karty w systemie payWave. Dodatkowo, oprócz tradycyjnej karty do konta, bank wprowadził do oferty też kartę zbliżeniową MasterCard pod postacią breloczka.
Podobnie jak w przypadku kart debetowych MasterCard Debit PayPass, bezstykowe karty Visy będą kosztować jedynie 1,5 PLN co miesiąc. Prowizji będzie można uniknąć w przypadku dokonania transakcji na łączną kwotę 300 PLN.

30.8.10

Porównanie Kont Internetowych: mBank, db net, ing, inteligo

Jako, iż na rynku kont internetowych w ostatnim czasie wiele zmian zaszło postanowiłem zrobić małe porównanko, aktualnie najtańszych kont internetowych. Głównym kryterium w doborze tych kont był ogólny koszt użytkowania danego konta w miesiącu. Oprócz ofert mbanku i inteligo (weteranów bankowości internetowej w Polsce) do zestawienia trafiły: Deutsche Bank i ING - ze względu na bardzo ciekawe oferty kont.

Porównanie:

Bank
Nazwa kontaeKONTOKonto prywatneKonto db NETKonto Direct
Prowadzenie konta0 zł0 zł(saldo > 100 zł)0 zł0 zł
Przelew przez Internet0 zł0 zł 0 zł0 zł
Użytkowanie karty 0 zł0 zł(transakcje za min. 100 zł w mies.) 0 zł(min. 1 transakcja karta w mies.)0 zł(transakcje za min. 100 zł w mies.)
Darmowe bankomaty BZ WBK, Euronet, eCard, cash4youPKO BPWszystkie bankomaty w Polsce i na świecieWszystkie bankomaty w Polsce
Wypłaty z pozostałych bankomatów 5 zł4.50 zł0 zł
Pełna tabela opłat i prowizji LinkLinkLinkLink
Zakładanie kontaZałóż kontoZałóż kontoZałóż kontoZałóż konto


A więc widać, że konkurencja cenowa jest duża, szczególnie w ostatnim roku.

Mimo wszystko mbank, wydaje się nadal liderować, chociaż konkurenci niemla dreptają mu po piętach - szczególnie deutsche bank ze swym kontem db net.

mBank to weteran bankowości internetowej od ładnych paru lat, oferuje konto zupełnie darmowe (brak opłat za prowadzenie, kartę i przelewy). To co zasługuje najbardziej na uwagę, to to iż bank praktycznie od kilku lat nie zmienił swojego cennika i oferuje w pełni darmowe konto beż żadnych dodatkowych wymogów typu, określone wpływy na konto czy minimalne saldo. Konto podobnie jak karta w podstawowe ofercie są darmowe. Dodatkowo mbank od niedawna oferuje usługę, dzięki której gotówkę za darmo można wypłacać ze wszystkich bankomatów w Polsce. Koszt tej opcjonalnej usługi to 5 zł na miesiąc. Minusy mbanku (jak dla kogo oczywiście) to przede wszystkim pełna "internetowość" banku, brak oddziałów, wszelkie reklamacje czy uwagi trzeba zgłaszać telefonicznie. No i darmowe wpłaty gotówki na konto, których można dokonać jedynie przez wpłatomaty obecne niestety jedynie w większych miejscowościach. Tak więc przy mbanku, najwygodniejszą metodą zasilanie konta pozostaje przelew z innego konta w innym banku.

Inteligo
pion bankowości internetowej PKO BP też zaczął się wyróżniać swoją ofertą. Po majowych obniżkach, przelewy internet są w końcu darmowe (przedtem kosztowały 0.99 zł). Dodatkowo pojawił się warunek zwalniający z opłat za kartę. BY była ona darmowa wystarczy teraz zrobić dokonać nią zakupów za kwotę min. 100 zł. Niestety pozostał wymóg, aby prowadzenie konta było darmowe musi na nim być min. 100 zł (saldo > 100 zł). Wymóg ten jednak jest łatwy do realizacji i służy zapewne bankowi to wyeliminowania kont, na których nie ma żadnych transakcji. Bankomaty darmowe to największa sieć bankomatów PKO BP, do tego w najbliższym czasie mają dołączyć również bankomaty BZ WBK. Pieniądze na konto inteligo można także wpłacać i wypłacać w większości oddziałów PKO BP. A tych jest naprawdę dużo.

Deutsche Bank - do niedawna bank ten głównie kojarzył się z kredytami. Tymczasem w ostatnim czasie dodał do swojej oferty bardzo tanie konto internetowe - db net. Mbankowi urósł naprawdę spory konkurent. Konto db net to również konto darmowe z darmowymi przelewami. Sporą przewagą nad mbankiem są darmowe wypłaty z wszystkich bankomatów w Polsce i na świecie. Niestety karta wydawana do konta db net nie jest w każdym przypadku darmowa, jest warunek - trzeba nią wykonać min. jedna transakcję w miesiącu (jeśli tego nie zrobimy zapłacimy za kartę 5 zł na miesiąc). To co jeszcze przemawia za ofertą DB, to to, iż bank ten gwarantuje utrzymanie tak niskich opłat min. do 2013 r.

No na koniec, zostało nam konto ING Direct. Tak jak w poprzednich przypadkach mieliśmy do czynienia z bankami internetowymi, tak w przypadku ING mamy do czynienia z bankiem, który ma sporo oddziałów w całej Polsce. A co za tym idzie można mieć nie tylko internetowy ale i bezpośredni dostęp do konta. Koszty użytkowania konta Direct są zbliżone do poprzednich banków: bezpłatne prowadzenie, bezpłatne przelewy przez Internet. Karta jest darmowa jeśli dokona się nią zakupów za kwotę min. 100 zł w miesiącu (inaczej to koszt 5 zł na miesiąc). ING posiadaczom konta Direct daje bezpłatny wypłaty gotówki ze wszystkich bankomatów w Polsce.

A jakie konto ostatecznie wybrać to już zależy wyłącznie od osobistych wymagań stawianych danemu kontu bankowemu. Warto się zastanowić czy wystarczy nam dostęp internetowy do konta czy też wolimy załatwiać niektóre transakcje przez okienko bankowe. Ciekawym rozwiązaniem może być także założenie kont w dwóch bankach. Tak by mieć zabezpieczenie w przypadku , jeśli np. zdarzyłaby się jakaś awaria.

Ciekaw jestem Waszych opinii o powyższych kontach. Zapraszam do komentowania.

Inteligo w końcu obniża opłaty !

I stało się w końcu !
Po latach zastoju w banku internetowym Inteligo w końcu się coś ruszyło, bank widząc że konkurencja już dawno poszła do przodu w końcu w maju br. postanowił uatrakcyjnić swoją ofertę.

W końcu jakieś kroki by móc się zbliżyć do poprzeczki jaką stawia ekonto mbanku czy db net. I bardzo dobrze bo wciąż uważam , że konto Inteligo ma jeden z najlepszych internetowych systemów transakcyjnych - interfejs wg mnie najbardziej klarowny i przejrzysty spośród wszystkich banków.

Kluczowe zmiany w ofercie Inteligo obowiązujące od 11 maja 2010 r. dla właścicieli prywatnych to m. in.:

* 0 zł za prowadzenie rachunku, na którym średnie saldo miesięczne wyniesie co najmniej 100 zł,
* 0 zł za przelewy, płatności i zlecenia stałe wykonywane samodzielnie w serwisie transakcyjnym przez Internet i komórkę oraz automatyczny serwis telefoniczny (IVR),
* 0 zł za wydanie i użytkowanie karty Inteligo Visa Electron do rachunku głównego, jeśli w danym okresie miesięcznym na rachunku zostaną rozliczone Twoje transakcje bezgotówkowe wykonane kartą na kwotę przynajmniej 100 zł,
* 0 zł za automatyczne zlecenia stałe do innych banków.

Pełna tabela opłat i prowizji - tutaj.

Teraz obniżając znacząco opłaty za użytkowanie konta oraz wprowadzając dodatkowe usługi typu: lokaty jednodniowe bez podatku belki czy pożyczka do 20 000 zł na dowolny cel, inteligo staje się naprawdę ciekawą alternatywą dla mbanku.